Wydrukuj tę stronę

Zadania mojej duszy a moje życie na Ziemi

Trafiacie do mnie z różnymi sprawami. Jak zapewne możecie się domyślić, część z nich są to sprawy sercowe. O jednej z nich chciałabym Wam opowiedzieć.

Kilka miesięcy temu zgłosiła się pani - nazwijmy ją - Bożena, która ma duży dylemat. Żyje mianowicie w związku małżeńskim, który jest mało szczęśliwy, aczkolwiek mąż nie zdradza, nie pije i bije, jest nastawiony na rodzinę i ich wspólne życie. Ale nic poza tym. Życie seksualne w ich związku praktycznie nie istnieje, żyją obok siebie, nie ze sobą, pan ma ciężki charakter i Bożena czuje się kompletnie zahukana i nieszczęśliwa w tym małżeństwie...

Nieważne jakim zbiegiem okoliczności poznaje Krzysztofa. Wzajemna fascynacja szybko przeradza się w uczucia, które wybuchają tym gwałtowniej, że Krzysztof będąc po rozwodzie jest zupełnie swobodny a Bożena nie czuje się związana emocjonalnie ze swoim mężem. Jak się okazuje do czasu.... Bo oto sytuacja rozwija się tak, jak należało się tego spodziewać - Krzysztof zaczyna nalegać, żeby Bożena podjęła stosowne kroki i rozstała się z mężem po to, żeby związać się z nim...

Bożena jest w kropce. Bo z jednej strony jest przekonana, że Krzysztofa kocha, a z drugiej - z mężem łączy ją wiele: wspólne ( co prawda dorosłe,ale jednak ) dzieci, wspólny dom, fakt życia razem kilkadziesiąt lat... No i ma dylemat. Co zrobić. Krzysztof nie chce słyszeć o dalszym romansie, chce jasnej sytuacji. Bożena jest pewna, że nie znajdzie siły, żeby zniszczyć rodzinę i to, co budowała wspólnie z mężem.

Trafiła do mnie "z polecenia"  z absolutną wiarą, że wspólnie  zrobimy to, co będzie dla niej najlepsze. I zrobiłyśmy - ale nie o tym chciałabym dzisiaj napisać.

W toku sprawdzania energii Bożeny i jej męża okazało się, że tworzą związek karmiczny, mając do przepracowania właśnie karmę związku. Polega ona m.in.na tym, że życie będzie nam utrudniać istnienie w naszej relacji a z drugiej strony wewnętrznie będziemy niejako "przywiązani" do naszego partnera a naszym zadaniem jest utrzymać istniejące małżeństwo...

Przyczyny tego, że małżeństwo Bożeny to związek karmiczny mogły być różne. Dla potrzeb pomocy Bożenie nie było to tak naprawdę ważne. Ważna była dla niej jedna informacja - z jakiegoś powodu jej dusza musi przejść te doświadczenia i będzie je dotąd powtarzać, aż Bożenie uda się wytrwać w tej relacji i jej nie przerwać. Oznacza to, że jeśli tym razem Bożena zrezygnuje ze swojego małżeństwa, spotka ponownie swojego męża w kolejnym wcieleniu i historia powtórzy się... Aż do skutku - czyli wytrwania w związku z  obecnym mężem.

Ta jedna informacja pozwoliła jej podjąć odpowiednią decyzję. Potwierdziła też jej wewnętrzne przekonanie, że nie powinna rozbijać ich małżeństwa i rodziny. Zdecydowała się więc na odpowiednie rytuały, które - dziś już mogę to spokojnie powiedzieć patrząc na to, co dzieje się w jej życiu - zbliżyły ją do męża, poprawiając ich stosunki i wyciszając jej wątpliwości i rozterki. Jednocześnie Bożena dojrzewa wewnętrznie do ostatecznego rozstania z Krzysztofem, co jeszcze jakiś czas temu wydawało jej się niemożliwe...

Nasza dusza schodząc na Ziemię ma gotowy plan oraz konkretne zamierzenia i cele, które chce zrealizować. Część z tych celów ma związek z naszą karmą i dotyczy "naprawienia" błędów, które popełniliśmy w poprzednich wcieleniach. Część natomiast są to zamierzenia mające na celu nasz rozwój - w pewnym sensie, jak w szkole - opanowanie pewnych umiejętności, zapanowanie nad pewnymi zachowaniami, kompleksami itp. Wszystko to wpisane jest w naszą datę urodzenia i daje się odczytać zarówno przy pomocy astrologii jak i numerologii. 

Obie te dziedziny wiedzy pomagają nam zrozumieć dlaczego tu jesteśmy i...dlaczego musimy się zmagać z tymi problemami,z którymi borykamy się na co dzień..:)

Ten przydługi tekst ma na celu przekazanie Wam właściwie jednego - naprawdę nie przypadkiem jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, przeżywamy to, co przeżywamy, z tymi ludźmi, z którymi żyjemy... Wiedza ta pomaga nam często zaakceptować nasze ciężkie życie, bo łatwiej przyjmujemy to, co rozumiemy. 

Swoją drogą jestem zdania, że życie należy kształtować aktywnie, więc absolutnie nie namawiam Was do pokornego nadstawiania drugiego policzka...;) Namawiam Was do działania i takiego kształtowania swojego życia, żeby z tego, co mamy do dyspozycji uczynić coś najfajniejszego i najszczęśliwszego, co się da... Po to dostaliśmy od Boga/Matki Natury/Losu cz jak tam chcecie tą Siłę nazwać, możliwości i rozum. By myśleć, znajdować rozwiązania i poprawiać sytuację. A nie w niej beznadziejnie tkwić.

Bo niezależnie od tego, jakie cele ma nasza dusza, z pewnością nie należy do nich bezczynne godzenie się z losem i czekanie na cud...Więc działajcie - a jeśli ktoś z Was będzie potrzebował pomocy w wyjściu z ciężkich sytuacji - napiszcie. Wiecie, co 2 głowy, to nie jedna..;)